niedziela, 30 marca 2014

45.


Philip

            Nie mogłem się doczekać, aż ją zobaczę. Ostatnio miałem ogromnego pecha. Tyle razy próbowałem jej powiedzieć, że ją kocham, ale za każdym razem ktoś nam przeszkadzał. Jak nie była to Gloria, to moja kochana cioteczka, która kazała mi śpiewać jej psu pieprzone „Sto lat”. Pamiętam, rozbawioną minę Agus, kiedy oglądała mój występ. Ależ ślicznie wyglądała! Rozgrzała moje serce tak bardzo, że wszystkie trupy w prosektorium, mogłyby się ogrzać bez najmniejszego problemu. A potem, kiedy ją odwoziliśmy do domu, zasnęła z głową na moim ramieniu. I przysięgam, że oddałbym wszystko, żeby jakoś wydłużyć drogę do jej domu i móc się jej tak bezkarnie przyglądać. Nie mogę już dłużej czekać! Dzisiaj jest ten wielki dzień. Dzisiaj wyznam jej swoje uczucia. Nikt nie ma prawa mi w tym przeszkodzić! A jeżeli znajdzie się jakiś chętny, to go zamorduję gołymi rękami. Mam nadzieję, że ona powie mi to samo. Tak bardzo chciałbym być z nią cały czas. Chciałbym ją tulić do siebie i nigdy nie wypuszczać z ramion. Już wiem, że chociaż widujemy się w szkole codziennie, to mi i tak będzie mało.
Jestem w niej tak cholernie zakochany! Normalnie kocham ją najbardziej, jak tylko umiem. I kiedy zobaczyłem, że stoi z Glorią przed wejściem do budynku, miałem zamiar wykrzyczeć to całemu światu.
 -Phil!
Tylko jedna osoba, tak do mnie mówiła... Odwróciłem się w stronę głosu, który mnie wołał i stanąłem, jak wryty.
 -Co ty tu...
Nie dokończyłem, bo rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie całować. Tego się nie spodziewałem. Chwyciłem ją za ramiona, chcąc od siebie odsunąć, ale zanim to zrobiłem, poczułem mocne szarpnięcie w tył, a potem piekący ból w miejscu, w którym spoliczkowała mnie Gloria.
 -Jak mogłeś?! –wycedziła przez zęby. –Najpierw robisz Agus nadzieje, a potem coś takiego?!
Agus... Zesztywniałem. Spojrzałem w kierunku, w którym przed chwilą stała. Nie było jej tam, ale uświadomiłem sobie, że miała stamtąd doskonały widok  na to, co się przed chwilą wydarzyło.
 -Gloria to nie tak...
 -Jak myślę? –dokończyła. –Wszyscy tak mówicie. –tupnęła nogą ze złości.
 -Muszę z nią porozmawiać. 
 -Chyba kpisz. Myślisz, że będzie chciała z tobą gadać? Po tym, co tutaj robiłeś z tą... ‑spojrzała wymownie na  Amandę. -...wywłoką.
 -Wypraszam sobie! –oburzyła się Amanda.
 -Siedź cicho! –warknąłem. –Gloria błagam... –chwyciłem blondynkę za ramiona. -...powiedz mi, weszła do szkoły?
 -Nic ci nie powiem! –wyrwała się z mojego uścisku i pobiegła do budynku.
            Nie, nie, nie. Proszę, niech teraz zadzwoni budzik. Przecież to musi być tylko koszmarny sen. Zaraz się obudzę, wezmę szybki prysznic, zjem śniadanie i pójdę do Studio, gdzie przed wejściem będzie czekała na mnie moja Agus. Podejdę do niej i powiem jej, jak bardzo ją kocham, a ona obdarzy mnie swoim najsłodszym uśmiechem i lekko pocałuje, mówiąc, że ona też jest we mnie zakochana. Potem chwycę ją za rękę i razem pójdziemy na zajęcia. Przymknąłem oczy. Zaraz zadzwoni, zaraz zadzwoni.
 -Ale cię ta mała urządziła. Bardzo boli mojego misia?
Szybko podniosłem powieki. To nie był zły sen. To działo się naprawdę. Patrzyłem teraz na moją eks i miałem ochotę ją zabić.
 -Co ty tu robisz?
Nie widziałem jej jakoś od dwóch lat. Zaczęliśmy się spotykać, gdy byłem trzynastolatkiem. Była moją pierwsza miłością. Przynajmniej wtedy tak myślałem, bo dzisiaj wiem, że tamto uczucie w ogóle nie może się równać z tym, co czuję do Agus. No, ale co może wiedzieć dzieciak o miłości? W sumie to nawet teraz, gdy jestem o te kilka lat starszy, też dopiero ją poznaję.
 -Wróciłam do Buenos. –zaczęła gładzić mnie po policzku. –Pomyślałam, że znowu możemy być razem.
Strzepnąłem jej rękę.
 -Nie możemy. Kocham kogoś.
 -To ją olej. Wiesz, że dobrze ze sobą wyglądamy. –posłała mi swój wyuczony, sztuczny uśmiech.
Popatrzyłem na nią, jak na obłąkaną. Naprawdę myśli, że zrezygnuję z miłości mojego życia, bo ona postanowiła wrócić? Wybuchnąłem śmiechem i nie mogłem się opanować. Zostawiła mnie, bo matka załatwiła jej modowy kontrakt w Nowym Jorku. Jej nagły wyjazd skutkował moim złamanym sercem, o którym zapomniałem już tego samego dnia. Jeszcze jeden dowód świadczący o tym, że mi na niej nie zależało.
 -Co cię tak rozbawiło? –spytała zaskoczona.
 -Naprawdę myślisz, że do ciebie wrócę?
 -A czemu nie? Jesteśmy idealną parą. Ja jestem piękna, ty przystojny. Świetnie się razem prezentujemy.
 -Nie ma żadnego my!
Zacząłem się coraz bardziej denerwować. Chyba te wszystkie pokazy wyżarły jej mózg. Jestem zakochany, a przez nią mogę stracić jedyną osobę, na której mi zależy. Gdy jej o tym powiedziałem, wydęła wargi i stwierdziła, że to tylko zauroczenie i za kilka dni mi przejdzie. Boże... Czy ja na serio stoję tutaj i tracę czas na rozmowy z tą modelką, zamiast iść poszukać Agus i wszystko jej wyjaśnić? Odwróciłem się na pięcie i już miałem odejść, zostawiając ją samą, ale chwyciła mnie za rękaw.
 -Phil...
 -Odwal się! –warknąłem.
Muszę ją znaleźć. Nie mogę jej stracić. Nie przez jakieś głupie nieporozumienie. Nie kiedy wszystko zmierzało w tym właściwym kierunku.
            Biegałem od sali do sali, mając nadzieję, że w którejś z nich ją zobaczę. Pytałem wszystkich, czy ją widzieli, ale nikt nie umiał mi odpowiedzieć. Próbowałem do niej dzwonić, ale nie odbierała telefonu. Ogarniał mnie coraz większy niepokój. W końcu w sali muzycznej trafiłem na Glorię. Myślałem, że Agus będzie z nią, ale spotkało mnie kolejne rozczarowanie. Spojrzałem na jej przyjaciółkę. Blondynka siedziała z zaciętą miną i ciskała gromy w moim kierunku. W innej sytuacji wolałbym, jak najszybciej zejść jej z oczu, ale dzisiaj była moją jedyną szansą.
 -Gloria, muszę ją znaleźć.
Odwróciła lekceważąco głowę.
 -Posłuchaj. Kocham ją. Do nikogo wcześniej nie czułem czegoś takiego. Nie mogę jej stracić. Nie chcę... Proszę pomóż mi. –powiedziałem błagalnie.
Spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem wahanie.
 -A ta lafirynda? –spytała nie kryjąc obrzydzenia.
Opowiedziałem jej o mojej znajomości z Amandą. Odetchnąłem z ulgą, kiedy pokiwała głową i powiedziała, że Agus zwolniła się u Pablo, mówiąc, że nie czuje się zbyt dobrze.
 -Powinna być w domu. –Gloria posłała mi pocieszający uśmiech.
Cóż, zaraz się okaże.
            Serce stanęło mi w gardle, kiedy ją zobaczyłem. Stała zaledwie kilka kroków ode mnie, ale jeszcze nigdy nie była aż tak daleko. Nie uśmiechała się. Patrzyła na mnie, ale w jej oczach nie dostrzegłem ani wesołych iskierek, ani gniewu. Ileż bym dał, żeby wywróciła oczami i nazwała mnie cymbałem. Wszystko byłoby lepsze od tego pustego wzroku.
 -Agus, ta dziewczyna...
 -Nie obchodzi mnie to, z kim się spotykasz, ani ile masz dziewczyn. –jej głos był bezbarwny.
 -Nie spotykam się z nikim. Dla mnie liczy...
 -Philip, proszę cię.
 -Dlaczego jesteś taka uparta? Dlaczego nie chcesz posłuchać tego, co mam do powiedzenia? -Nie mogłem uwierzyć, że myśli, że jestem jakimś pieprzonym podrywaczem. Przecież dobrze wiedziała, że od początku za nią latam. Nawet nie spojrzałem na inną.
 -Nie chcę robić sobie niepotrzebnych nadziei. Pierwsze zakochanie się powinno być czymś wyjątkowym. Nie chcę cierpieć tylko dlatego, że ktoś ma akurat kaprys.
Że co przepraszam? Kaprys? Boże... Przecież ją kocham, dlaczego ona tego nie widzi?
 -Serio myślisz, że mógłbym cię skrzywdzić?
            Wstrzymałem oddech i z niedowierzaniem patrzyłem, jak z jej ust wydobywa się ciche „tak”. Wyrwała mi tym trzyliterowym słowem serce, rzuciła nim o podłogę i zaczęła deptać. Postarała się. Zrobiła mi piękne fatality. Nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać. Myślałem, że dzisiejszy dzień będzie najlepszy w moim życiu. Tymczasem okazał się najgorszym. Straciłem Agus, zanim ją miałem.
 -Chyba powinieneś już iść.
 -Chyba tak.
Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w odgłos przekręcanego klucza. Usiadłem na schodkach przed jej domem i ukryłem twarz w dłoniach. Nie zamknęła tylko drzwi wejściowych. Zamknęła jeszcze inne; te które prowadziły do naszej wspólnej przyszłości. A wystarczyło tylko, żeby mnie wysłuchała... Zrobiło mi się niedobrze... To chyba te niestrawione motylki, próbowały się wydostać na zewnątrz drogą, prowadzącą przez mój przełyk. Na domiar złego, Gloria zaczęła do mnie wydzwaniać. Odrzuciłem już dwadzieścia trzy połączenia, ale nie dawała za wygraną. Pewnie chciała wiedzieć, jak mi poszło z Agus. W końcu odebrałem dla świętego spokoju.
 -Agus ma w dupie to, co chcę jej powiedzieć. –powiedziałem na wstępie. –Według niej jestem podrywaczem i ją skrzywdzę.
 -I co masz zamiar z tym zrobić? –spytała.
 -Nic. Chrzanie taką miłość.
Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, co było do niej niepodobne. Miałem się już rozłączyć, kiedy powiedziała coś, co zupełnie zmieniło moje nastawienie...
 -Philip, nie rezygnuje się z miłości tylko dlatego, że wydaje się trudna.
Ma rację. Nie zrezygnuję.