Tomas
Wbiegłem
do Resto, szybko wymijając zdziwioną Francescę, która obsługiwała
właśnie jakiś stolik. Ostatnie o czym dzisiaj marzyłem, to wścibska Włoszka.
Gdybym tylko mógł, to nie przychodziłbym dzisiaj do pracy, ale niestety Luca
nigdy by na to nie poszedł. Przebrałem się, wziąłem notesik i ruszyłem na salę
modląc się w duchu, żeby bar był dzisiaj pełny i nie było czasu na rozmowę.
Oczywiście, bo jakże mogłoby być inaczej znając moje szczęście, dzisiaj w
lokalu było bardzo spokojnie. Siedziałem, więc za ladą mając nadzieję, że Fran
mi odpuści wypytywanie. Niestety, gdy tylko zaniosła ostatnie zamówienie,
podeszła do mnie i zaczęła się bacznie przyglądać.
-Mam coś na twarzy? –spytałem poirytowany.
Jaka ona inteligentna, no proszę.
-Gadaj mi tu
zaraz, co się stało. –podparła się pod boki.
-Nic.
-Przecież widzę!
-Nic nie widzisz.
–zostawiłem ją przy ladzie samą, bo właśnie ktoś wszedł do Resto.
Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej na chwilę Francesca da mi
spokój. Nie chciałem jej opowiadać o kolejnej nieudanej randce. Tak, Tomas
zaczął się umawiać z dziewczynami innymi niż Violetta. Postanowiłem wziąć się w
garść i zostawić przeszłość za sobą. Przekonywałem się, że przecież gdzieś w
Buenos Aires musi być ta, która jest mi przeznaczona. Nie chciałem czekać, aż
miłość kiedyś tam się zjawi. Wziąłem sprawy w swoje ręce i umawiałem się tak
często, jak tylko mogłem. Niestety każda z kobiet, które wydawały mi się
całkiem miłe, przy bliższym spotkaniu okazywała się totalną pomyłką.
Pierwsza z nich była bardzo
ładna, a do tego inteligentna. Prawdziwa bizneswoman, która szukała faceta do
garów i pilnowania dzieci, bo ona musi robić karierę. Kolejna, co chwilę się
wzruszała, gdy opowiadała mi o swojej rodzinie, a gdy doszła do opowieści
o ukochanym psie, który zdechł, bo był już bardzo stary, zaczęła
wrzeszczeć w niebogłosy. Ludzie zaczęli się nam dziwnie przyglądać, a ja
robiłem wszystko żeby ją uspokoić, jednak nie udało mi się to. Trzecia z kolei,
zrezygnowała z randki, kiedy się dowiedziała, że nie mam ferrari. Po niej
straciłem resztki nadziei, że znajdę miłość, ale wtedy poznałem Anę. Miała
długie, proste włosy i niesamowicie zielone oczy. Przyszła do Resto, żeby
coś zjeść. Akurat śpiewałem „Entre tu y yo”. Kiedy skończyłem i
podszedłem do niej z zamówieniem, powiedziała, że bardzo podobał jej się mój
występ i że ona też gra na gitarze. Spodobała mi się. Wymieniliśmy się numerami
i umówiliśmy się na spotkanie. Cieszyłem się jak małe dziecko. Pomyślałem, że
wreszcie może mi się udać i w końcu będę szczęśliwy. Mój optymizm skończył się,
gdy po całkiem miłym początku, zaczęła mówić o swojej pasji, którą jest tarot i
gadanie z duchami. Przeraziłem się, gdy zaczęła mówić, że jeśli tylko mam
ochotę porozmawiać z jakimś zmarłym, możemy zrobić seans. Stwierdziłem, że nie
chcę mieć z nią nic wspólnego i powiedziałem, że muszę wracać do pracy. Zrobiła
niepocieszoną minę, ale wyraziła nadzieję, że jeszcze uda nam się spotkać. Na
pewno nie w tym życiu. Uśmiechnąłem się tylko do niej głupio i prawie
biegiem ruszyłem do Resto. Czy ja muszę mieć takiego pecha? Za jakie
grzechy spotyka mnie coś takiego. Spojrzałem na Francescę, chyba się obraziła,
bo nie odezwała się do mnie ani słowem. Machnąłem ręką. Niech się obraża. Nie
ma pojęcia jak bardzo samotny się czuję. Chciałbym, żeby mnie ktoś po prostu
przytulił i był ze mną, dla mnie. I żebym ja był dla kogoś.
Wyszedłem z pracy w jeszcze
gorszym nastroju. Zrobiło mi się głupio z powodu Fran. Zawsze była ze mną i
starała się pomóc. Nie powinienem na niej wyładowywać złości. Będę musiał ją
przeprosić. W domu Agus pisała coś z zapałem na kartkach.
-Co robisz?
–spytałem.
-Piszę piosenkę do
przedstawienia. –przyjrzała się temu, co przed chwilą przelała na papier. ‑Nie... Bezsensu. –zrezygnowana zmięła
kartkę i rzuciła za siebie. –Dostałam główną rolę, a to znaczy, że nauczyciele
stwierdzili, że jestem dobra, a ja nie potrafię sklecić ani jednego sensownego
wersu.
-Pewnie zbyt
surowo się oceniasz. –pogłaskałem ją po głowie.
-Idę się przejść.
–wzięła torebkę i ruszyła w stronę wyjścia. –Może na świeżym powietrzu coś
wymyślę.
-Jadłaś coś?
–krzyknąłem za nią.
-Później...
Wyszła. Zaczynam się o nią martwić. Czasami wydaje mi się,
że jest zbyt ambitna, a odkąd dostała główną rolę w przedstawieniu, bardzo się
tym przejmuje. Zauważyłem, że nie śpi po nocach i prawie nie jada. Ciągle tylko
siedzi i coś pisze, albo gra na skrzypcach. Będę musiał z nią porozmawiać. Nie
chcę żeby się rozchorowała. Z głośnym klapnięciem usiadłem na krześle. Przez
moje szaleńcze poszukiwanie miłości zaniedbałem Agus. Nie pamiętam, kiedy
ostatni raz gadaliśmy ze sobą tak od serca. Już nie jest małą dziewczynką, ale
jestem za nią odpowiedzialny. Powinienem jej pomóc, a nie zajmować się jakimiś
mrzonkami. Tomas jaki ty jesteś beznadziejny. Nic dziwnego, że żadna
mnie nie chce, a jak już chce to najprawdopodobniej jest wariatką.
Jęknąłem. Moja komórka zawibrowała. Spojrzałem na wyświetlacz. Ana. Wyłączyłem
telefon. Mam nadzieję, że sobie odpuści. Albo naśle na mnie jakieś duchy.
Poszedłem do kuchni.
Wyciągnąłem piwo z lodówki i wróciłem do salonu. Może leci jakiś mecz w
telewizji? Otworzyłem puszkę i się oblałem. Niedbale wytarłem rękę
o koszulkę, położyłem się na sofie i zacząłem skakać po kanałach. Jakaś
telenowela, wiadomości, reality-show, jakiś pokaz mody... O mecz. Znowu
sięgnąłem po piwo. Gospodarze prowadzili 3:1. Patrzyłem w telewizor, ale
po chwili nic nie widziałem. Znowu zacząłem rozmyślać o tych nieszczęsnych
randkach i o moim pechu. Przeczesałem włosy dłonią. Może powinienem zostać
zakonnikiem? Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Pewnie to Agus
wróciła. Usłyszałem kroki, które były coraz bliżej. Odwróciłem głowę i
zobaczyłem Fran. Uśmiechała się szeroko i trzymała w ręce jakąś siatkę.
Zmarszczyłem brwi. Co ona tutaj robi o tej porze?
-Cześć.
–powiedziała nieśmiało.
Szybko wstałem i odłożyłem puszkę na stolik.
-Co tutaj robisz?
–wsadziłem ręce do tylnych kieszeni jeansów i spuściłem wzrok.

Idioto, miałeś ją
przeprosić!
-Wiem, że masz
gorszy dzień i nie chcesz gadać. –zaczęła Fran, wyjmując zawartość torebki
i kładąc ją na stoliku.
Przyniosła mi kanapki z serem... Spojrzałem na nią czule.
-Przyszłam, bo nie
chciałam, żebyś siedział sam. Nie musimy gadać, jeśli nie chcesz. Obiecuję, że
postaram się być cicho.
-Fran... ja
przepraszam. Nie powinienem był się na ciebie złościć.
Podeszła do mnie i mocno
mnie przytuliła.
-Już dobrze.
–wyszeptała. –Już dobrze...
Wtedy zrozumiałem, że Francesca, moja najlepsza przyjaciółka, jest tą
jedyną, której szukałem.
